Wycieczka po Uczelni


Zdałem maturę! Hurra! 

Tylko co dalej? Myślałem o tym, jadąc w pociągu do Katowic. 

Na stacji Szopienice dostrzegłem przez okno interesujący plakat. 

Co mam do stracenia, pomyślałem? 

Wyszedłem  z pociągu i po krótkim spacerze stanąłem przed budynkiem szkoły.







Miałem trochę szczęścia, akurat do środka wchodziła liczna grupa kandydatów na studia. Podobnie jak ja, przyszli zobaczyć uczelnię. Tuż za drzwiami, obok dziekanatu, zobaczyłem Rektora i Kanclerza uczelni, którzy w towarzystwie miłych Pań z dziekanatu powitali nas w murach uczelni. Ale próżnych słów było mało i szybko podążyliśmy za naszymi przewodnikami, by zwiedzić ważniejsze sale szkoły.
 




W dziekanacie tymczasem pojawiło się kilku studentów (patrzyłem na nich z zazdrością). 

Zaglądając przez ramię ujrzałem nowoczesne wyposażenie dziekanatu i o dziwo dużo uśmiechu.
 








Tuż obok Rektor pokazał nam pomieszczenia czytelni i biblioteki. Biblioteka uczelni nie jest wielka, dysponuje jednak zbiorem książek, który zainteresował takiego fana informatyki jak ja. Niestety nie mogliśmy przebywać tam dłużej, z czytelni korzystali studenci. Aby nie przeszkadzać, cichutko przemknęliśmy się obok nich.
 








Za biblioteką zobaczyłem salę gimnastyczną, na której akurat odbywały się zajęcia. 

Oj, przyłączyłbym się! No i te dziewczyny! Nie było jednak czasu na głębsze żale. Rektor właśnie wskazywał na pierwsze laboratorium.









Przechodząc korytarzem mignęła nam sylwetka człowieka, którego rozpoznaliśmy od pierwszego wejrzenia, dowiedzieliśmy się, że jest tu częstym gościem. Jedna z koleżanek skorzystała z okazji i poprosiła nawet o autograf. Trochę żałuje, że też się nie odważyłem, w końcu mama byłaby zachwycona autografem samego Kazimierza Kutza.








Ale już ruszyliśmy dalej. Na szklanych drzwiach widniał dumny napis LABORATIUM ROBOTYKI. 








A tuż za nimi… co to za potwór? Ach, więc tak z bliska wygląda robot przemysłowy! Bardzo ciekawe! Zwłaszcza po wyjaśnieniach, których z pasją udzielał nam sam Rektor. Już widziałem siebie w myśli jak ujeżdżam tę bestię. Ale byłaby zabawa! Nie mogę jednak snuć dalej moich marzeń, bo już otwierają się przed nami drzwi kolejnego laboratorium.
 








Tym razem jest to laboratorium audio-wizualne. Chyba nic ciekawego? Ale, ale, skąd ten dźwięk? Co za jakość! Odegrałbym tutaj jakiś mój kawałek. Tymczasem na ekranie, nasz przewodnik, wyświetlił prace fotograficzne studentów. 
Po obejrzeniu pierwszych pomyślałem, że tu miałbym coś do powiedzenia. Chociaż, gdy pooglądałem dłużej to nieśmiało przyznam, że niektóre ujęcia budziły moją zazdrość. No i kompozycja prac była bez zarzutu. Chyba jednak mógłbym się tu czegoś nauczyć. Z  wielkim żalem wychodzę z pracowni.






Teraz po schodach na pierwsze piętro, zakręt w prawo i… ach, więc to tu kryje się pracownia czarnoksiężnika. Jak widzę, napis na drzwiach laboratorium budzi w moich kolegach fascynację. Przyznam się, że we mnie też: „LABORATORIUM MECHATRONIKI” Może teraz dowiem się cóż to takiego ta mechatronika. Ależ tych urządzeń! Jak studenci, którzy realizują jakieś tajemnicze dla mnie ćwiczenia, potrafią się w tym połapać? Na szczeście mamy ze sobą przewodnika w osobie Rektora. Kilka jego słów choć jasnych i klarownych pozostawia we mnie niedosyt – chcę wiedziec więcej! Poczułem też nieuchwytny zew, chciałbym należeć do kręgu wtajemniczonych, dla których migające światelka pracowni nie mają tajemnic.

















W laboratorium spędziliśmy dużo czasu, lecz znacznie mniej niż miałem ochotę. Po drugiej stronie korytarza przeszliśmy przez kolejne szklane drzwi laboratorium tym razem było to LABORATORIUM AUTOMATYKI I AKTUATORÓW. Nazwa cokolwiek tajemnicza. 











Na nasze szczęście, za zgodą rektora, przez chwilę mogliśmy uczestniczyć w zajęciach studentów, którzy tworzyli jakąś skomplikowana maszynerię pneumatyczną. Ku mojemu zdumieniu wyglądało, że studenci radzą sobie z zadaniem bez większych problemów. Ja niestety nie bardzo złapałem, o co w tym chodzi.
 





Wprost z zajęć (tak, tak, byłem przecież przez kilka chwil studentem) przeszliśmy do galerii sztuki. I to na dwa sposoby. Idąc korytarzem drugiego piętra zobaczyliśmy wystawę fotografii studenckiej prezentowanej wzdłuż korytarza i holu. Na końcu jednak korytarza weszliśmy do prawdziwego atelier fotograficznego.    I ku naszemu  ogromnemu zachwytowi wzięliśmy aktywny udział w krótkiej sesji zdjęciowej. Przyznacie, że było na co popatrzeć!

 



Z pracowni Fotograficznej wracaliśmy poprzez laboratoria komputerowe. No, wreszcie coś co jest mi dobrze znane. Choć muszę przyznać, że ogromna ilość oprogramowania, które na zajęciach w tych pracowniach jest prezentowane, o czym mówił Rektor, trochę przytłacza. Ale na zajęcia z photoshopa poszedłbym już teraz.
 








Na koniec zajrzeliśmy jeszcze do LABORATORIUM ELEKTROTECHNIKI I ELEKTRONIKI. Było bardzo ciekawie, zwłaszcza, że Rektor będąc cały czas bardzo zaangażowany, tutaj wyraźnie znalazł się w swoim królestwie.











Podglądaliśmy więc przez chwilę jak na stołach laboratoryjnych powstaje z plątaniny elementów elektronicznych i kabli coś ślicznie mrugającego różnokolorowymi diodami.
 






Wszyscy z żalem opuszczaliśmy pracownie. Za moimi plecami ktoś zapalczywie tłumaczył koledze co to jest przedwzmacniacz i dlaczego był tak ważny w tym ćwiczeniu. Ja jednak myślałem o czymś innym. Myślałem co muszę zrobić by wrócić tu na dłużej. Najchętniej na trzy i pół roku.
A Ty co o tym sądzisz?
 

Autor jest
Kandydatem na studia w WSM